czwartek, 8 maja 2014

7 dni świat...

Prywatny osobisty przegląd tygodnia ku pamięci, serc pokrzepieniu  i nie tylko...

 
Gabryś pomyka na swojej nowej bryce, zaliczył już kilka razy upadek, ale nawet łzy nie uronił.
Wciąż zostawia w moim łóżku swojego misia, a potem chodzi i szuka go przed snem.
Misio przeszedł już wiele, nie widać tego, ale On traci głowę!
Gabryś natomiast wcale się tym nie przejmuje i w wolnej chwili dekoruję sypialnię - portretami mamy.
 

Zośka pożera żelki i straszy a ślimaki pożarły moje sadzonki. I żeby tylko poczęstowały się troszkę, podgryzły, podziobały, kąsnęły...o nie wyżarły wszystko co nad powierzchnię gleby wystawało... tyle więc mojego co się nimi pochwaliłam ostatnio, sadzonkami tymi. Zaraz szybko uciekłam z donicami, gdzie pomidorki i zioła hoduję, bo się okaże tak jak z pietruszką, że tylko co tyci do góry wyrośnie to znika, a ja czekam i czekam i się własnej, prywatnej pietruszki doczekać nie mogę. Zośka poradziła, aby kupić spray - mam nadzieję, że nie o Windex jej chodziło :-)

 
Ja i coś dla mnie. Bo tak jakoś wyszło, że robiliśmy ostatnio z M - jak maż listę pt. Co byś chciał(a) zrobić/mieć do końca roku w aspekcie nakładów finansowych. On robił swoją, ja swoją, nie wspomnę już o tym że szczwany lisek tak chętnie do zadania przystał bo cel w tym miał, a raczej poczynił pewne wydatki do których przy okazji się przyznał. Bezinteresowny to On nie jest. No i wracając do listy, tej mojej rzecz biorąc, to po pierwsze pozbyć się długów z przeszłości, potem remont jeden drugi, kosiarka, zabrać dzieci na wakacje... A gdzie coś dla Ciebie? Pyta M. No przecież to wszystko dla mnie. Dziwny jakiś... myślę, czepia się...Ale gdzie coś dla Ciebie tylko przyjemność jakaś kobieto? Aaaaa przyjemność dla mnie tylko!!! Coś z czego będziesz się cieszyć! Polska nie zając nie ucieknie, remonty pomału (chyba kuchnie miał na myśli) się zrobią...
... skoro tak to po kilku dniach, po przemyśleniach  i kolejnym bilansie, postanowiłam polecę do Danii sama, dzieciom wystarczą wakacje, które zaplanowaliśmy na początku roku, ale dziczy dłużej nie zniesę i kosiarkę musze mieć!!! Wstyd się przyznać, ale trawnik zapuszczony był hohoh... jestem już po pierwszej przejażdżce, chyba z tonę trawy wykosiłam i mam wrażenie jakby ogródek nam się powiększył. Trawka będzie w przyszłości taka jak była w przeszłości, gdy jeszcze pan ogrodnik zaglądał.


Kuchnia nabiera barw. Kuchnia doprowadza mnie do szaleństwa, raz mam jej dość i M - jak męża razem z nią. Pewnie jeszcze nie jedna wojna w tej/ o tę kuchnię będzie, ale póki co nabiera barw, już się czerwieni, to dobry znak, wciąż żyje...
...
 
...ponadto wyczytałam, że dwujęzyczność moich dzieci to dwujęzyczność sekwencyjna, więcej tu klik,
...podczas ostatniej 4 zaprojektowałam pokój dzieci, na razie w pamięci, wspierała mnie ikea oraz ebay, zdradzę tylko kolory przewodnie: szary, różowy, czarny, biały,
i
...chyba znalazłam ulubiony gatunek, czy typ wina - Moscato, słodkie takie dla mnie hmmm
...
 
Justynamdmx
 
 

2 komentarze:

  1. to obydwie dorobiłyśmy się bryki w postaci kosiarki ;)))) mnie to cieszy jakbym samochód kupiła !!! p.s. byliśmy u weterynarza ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam za sobą jazdę próbną, jutro będzie powtórka... ps. nadrobiłam zaległości wszystko już wiem, cieszę się, że wszystko pod kontrolą z pepsi-colą :-)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za wizytę na moim kawałku wirtualnej przestrzeni.
Za komentarz dziękuję podwójnie :-)

😘😘😘😘